Anka Krzyżanowska

Zecer

Moja historia

I to właśnie robię: składam.

Jak ogrodnik kształtujący ogród – przycinam to, co nie powinno zawadzać.

Nadaję kształt. Wprowadzam harmonię.

Kiedyś to się składało…

Pierwszy raz do drukarni trafiłam podczas praktyk w technikum poligraficznym. Zafascynowała mnie wtedy forma drukowa: kawał ołowiu w kształcie przeciętego na pół walca. A na nim – jedna płachta gazety. Byłam zaskoczona. Co za kontrast! Taka wielka i ciężka maszyna tworzy te delikatne, cienkie strony gazet?

Dziś składaniu tekstu towarzyszą komputery. A ja pamiętam jeszcze magię, która towarzyszyła temu procesowi. Czułam się jak w pracowni alchemika. W brudnym, ciężkim i czarnym procesie powstawały leciutkie białe kartki, pokryte czarnymi znakami. A towarzyszyły temu kłęby pary
i dziwny, nigdzie niespotykany zapach. W wielkim garze bulgotał ołów
,
a z niego formowane były równiutkie czcionki.

Wyobraź sobie pokój, w którym stoi kilkanaście komód, a w nich
jest mnóstwo malutkich szufladeczek. Z czcionkami. Z ogromną
ich ilością. Odpływam myślami do czasów Gutenberga. Do jego drukarni w Moguncji. Uczestniczę w procesie tworzenia druku stronic Biblii. Cierpliwie układam pojedyncze literki w słowa, słowa w zdania. Zdania w stronę tekstu. Praca mozolna i ćwicząca uważność. Trudno jest utrzymać czcionki w ryzach i nie dopuścić do tego, żeby się rozsypały! A kiedy się udaje i ukazuje się pierwsza strona tekstu, radość mało nie rozsadzi mojego serca! Uśmiech rozświetla moją twarz i oczy! Fala euforii zalewa moje serce! Udało się!
Odczuwam radość tworzenia! Kocham to, co robię!

Jak to się złożyło, że zajęłam się składem

Do technikum poligraficznego trafiłam dzięki mamie. Ja sama
nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje. A mama widziała, co daje
mi radość. Od dziecka robiłam sobie własne książeczki i notesiki.
W czasach mojego dzieciństwa nie było takich ładnych rzeczy jak teraz. Wszystko było bure i szare. A ja brałam szary zeszyt i robiłam
po swojemu. Nadawałam mu kształty, barwy. Wklejałam zdjęcia, ilustrowałam. Z gotowych tekstów robiłam kombinację dla siebie. Ważna była dla mnie estetyka i przyjemny dla oka układ na stronie.
A czy wiesz, że można zaplatać kartki? Jak warkocze. Zaplatałam 60-stronicowe zeszyty. Sprawiałam, że stawały się piękne.

Moje doświadczenie zawodowe

W Gazecie Wyborczej składałam gazetę codzienną. Nabrałam doświadczenia. To ja nadawałam jej ostateczny szlif. Ta praca dała
mi większą czujność na detale. Ale gazeta to druk ulotny. Marzyła
mi się praca przy składzie książki. Cykl produkcji książki jest dłuższy.
No i książki są bardziej trwałe niż gazety. To marzenie spełniłam teraz. Nadałam formę książce „Koniec świata” Moniki
Małgorzaty Lis a potem powstały następne książki. W tym roku dodałam nową umiejętność – zrobiłam całą książkę Edyty Niewińskiej „Pod powierzchnią” + zrobiłam do niej okładkę.

Po co skład?

Książka, jest wtedy dobrze wykonana, gdy nic nie odciąga cię od toku czytania, od pojawiającej się myśli. Dobry skład pomaga czytać. Sprawia, że lekko płyniesz przez tekst. Książka nie może męczyć.
Gdy jest źle złożona, staje się nieczytelna. Jej odbiór jest zakłócony
i źle wpływa na rozumienie tekstu.

Po to jestem, by z czytania uczynić przyjemność. Jak ogrodnik kształtujący ogród, przycinam to co nie powinno zawadzać. Nadaję kształt. Wprowadzam harmonię.

{

W życiu ważny jest tylko skład książek i dzieci

– Przemek Dębowski
(cytat ze spotkania w Wydawnictwie literackim w krakowie)

Kontakt do mnie

kontakt@ankakrzyzanowska.pl